Jesteś tutaj: Strona główna → Dla zdrowia →

Jak skutecznie rzucić palenie?
Kasia, lat 31. Paliłam aż 9 lat! Nie palę od 4 lat.
Historia, którą napisałam dla każdego, kto choć raz chciał pozbyć się ze swojego życia papierosów. Próbować zawsze warto!
Oto zapiski z kartki jaką przygotowałam sobie przed tym karkołomnym wyczynem:
Minusy palenia:
- nieświeży oddech,
- ciągły smród ubrań,
- zadyszka na rowerze czy podczas biegania,
- druga godzina spędzona w kinie jest dla mnie torturą…
- pocałunki są… mało smaczne,
- wkurza mnie moje niepohamowane palenie na lotniskach czy w strefach wolnocłowych (mimo wyraźnych zakazów),
- kasa! Średnio miesięcznie wydaję na papierosy 200-400 zł. Do alkoholu idą mi nawet 2 paczki.
- Przez te 9 lat „puściłam z dymem” samochód za około 20 tysięcy złotych! A mogłam nim jeździć!
Plusy palenia:
- na fajce poznaję wszystkie newsy z pracy,
- papierosy integrują mnie zawsze z nowymi ludźmi,
- smakują mi do piwka,
- uwielbiam porannego papieroska z kawką,
- idealnie komponują się z knajpką, pubem czy koncertem.
Twarde postanowienie:
Jeśli rzucę palenie to zaoszczędzę przez rok tyle pieniędzy, że kupię sobie laptopa! Niestety już od 9 lat regularnie „przepalam” jeden komputer ROCZNIE w nikotynie!
Okoliczności
Decydując się na rzucenie palenia wyjechałam na wakacje. Sama! Domki kempingowe nad jeziorem. Dzicz i głusza po sezonie. Wrzesień. Zero turystów. Tylko ja i mój nałóg. Najbliższy sklep z papierosami około 5 kilometrów. Ufff… Z dala od palących i imprezujących znajomych. Uznałam, że tak będzie łatwiej. Dotąd nie rzucałam nigdy palenia. Obserwowałam jednak nie raz zmagania moich bliskich w trudnym rozstawaniu się z nałogiem. Bałam się tego.
Metoda
Nie mam silnej woli i z natury jestem hedonistką. Nie lubię się katować ani umartwiać. Z własnej woli nie rzucę. To wiem na pewno! Potrzebuję pomocnika. Choćby i chemicznego. Zdecydowałam się na plastry. Kiedyś spróbowałam jednej gumy do żucia, ale mi nie smakowała. Musiałam po niej zapalić, żeby zabić jej obrzydliwy smak w ustach! Plastry nie były tanie. Obliczyłam jednak, że koszt jednego opakowania (7 plastrów) starczającego na 1 tydzień (7 dni) to tyle, ile wydaję przeciętnie przez 7 dni na mój nałóg (nie licząc imprez czy wyjść do knajpy, bo wtedy palę o wiele więcej). Kuracja miała trwać 10 tygodni. Dłuuugo! Na wakacje pojechałam na 2 tygodnie.
Dzień pierwszy
Pierwszego dnia po przyjeździe miałam rozpocząć pożegnanie z nałogiem. Poszłam nad jezioro i paliłam cały dzień gapiąc się na fale. Wieczorem obejrzałam dobrze pierwsze opakowanie plastrów, które miałam wkrótce zacząć używać. Jak nakazują reklamy w telewizji przeczytałam ulotkę od producenta. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym nie palić. Przecież wszyscy mnie znają jako „TĘ Z FAJKĄ”. Na wszelki wypadek otwieram sobie piwko. Do fajki smakuje idealnie. Drugie zresztą komponuje się z papieroskiem jeszcze lepiej...
Dzień drugi
Dzisiaj postanowiłam pożegnać się z nałogiem. Paliłam podwójnie cały dzień wspominając te wszystkie fajne chwile z papieroskiem... Wieczorem znów skusiłam się na piwko. Od 19.00 do 24.00 wypaliłam całą paczkę! Było mi niedobrze, ale wiedziałam, że nie może mi na jutro pozostać żaden papieros. Jutro znów zaczęłabym dzień od niego i kubka pysznej kawki. Jak zawsze... od 9 lat!
Dzień trzeci, a właściwie pierwszy
Wstałam rano i nerwowo przylepiłam plaster na ramieniu. Ręce mi się trzęsły z przejęcia. Zrobiłam kawkę i wyszłam przed domek. Słońce świeci, las pachnie, kawa… obrzydliwa. Brakuje mi czegoś w ręce. Przecież zawsze była kawa i papierosy - jak u Jima Jarmuscha zresztą. Po długim namyśle decyduję się zabrać kawę na stołówkę. Będzie jak znalazł do śniadania - mruczę do siebie nerwowo. Chyba nigdy nie piłam kawy do śniadania. Kofeina zawsze była pierwsza, razem ze swoją siostrą Nikotyną. Jak w greckiej tragedii... Dobrze właściwie, że wypaliłam wczoraj ostatniego papierosa, bo droga na stołówkę jakoś mi się dłuży.
Po śniadaniu już był lepiej, chociaż nadal czuje w ustach dużo powietrza. Jakbym chciała je wydmuchać. Może w ustnik? Najważniejsze, że nadal nie palę. Już 4 godziny! Idę na spacer wzdłuż jeziora. Czuję nawet powietrze, gdzie przed chwilą ktoś przechodził z papierosem. Słodki smak. Taki mocny. Z perspektywy palacza dym ładnie pachnie. Ech... Dobrze, że do najbliższego kiosku z fajkami tak daleko. Oczywiście rozważam w myślach tę koncepcję. 5 kilometrów to nie 10, dam rade dojść. Plaster twardo klei się do ramienia. Może to siła sugestii, a może rzeczywiście działa. Trudno mi ocenić wciąż myśląc o papierosach...
Wieczorem kładę się spać. Godzina jest 20.00. Jak przedszkolak. Czytam do snu książkę. Na tych wakacjach chyba wszystkie książki przeczytam. Przecież nie mogę palić, więc co będzie do roboty? Przed snem odlepiam plaster i wrzucam do kosza. Jestem z siebie dumna. Mój pierwszy dzień zakończył się sukcesem!

Mój kot - Palacz
Dzień drugi.
Właściwie taki sam jak pierwszy. Tylko plaster w innym miejscu nalepiłam. Wedle zaleceń. Na drugim ramieniu. Skóra po kwadransie robi się czerwona. Nazywają to w instrukcji rumieniem i zalecają odlepienie. O nie, nie, nie... Nie po to kupiłam plastry i zaplanowałam wszystko, żeby teraz zrezygnować przez jedną czerwoną plamę! Twardo maszeruję z plastrem na śniadanie. No i z kawką jak zawsze... od wczoraj.
Od południa zaczynam być nerwowa. Chętnie bym zapaliła, tylko nie ma co. Czytam książkę albo spaceruję. Na niczym nie mogę się skupić. Jakoś kiepsko się czuję. Wreszcie się złamałam i pomaszerowałam do najbliższej miejscowości po paczkę ulubionych lajtów. A co? Wcale nie musze przecież rzucić na tych wakacjach! Może w przyszłym roku? Po dotarciu na miejsce widzę na rynku sklep z pamiątkami. Super-extra-tandetny. Wchodzą, a tam pośród różnych bzdurnych durnostójek jest też ON. Drewniany ogromny półmetrowy kot. Wystrugany jakimś dłutem, brązowy. Do kotów zawsze miałam słabość. Własnego sierściucha na ten czas zostawiłam u rodziców. Pytam o cenę drewnianego cacka. Tyle co 10 paczek papierosów. Też mi kwota! Kupuję go. Humor mi się strasznie poprawił. Potem siadam na ławce w ryneczku. Wpadam na głupi pomysł. Obok mnie sadzam kota. Nazywam go Palacz (jak ten facet z Archiwum X). Obiecuję kotu, że nie zapalę więcej. Inaczej będę musiała jego też spalić. Bo to on pilnuje mojego niepalenia! Żal by było spalić takiego wielkiego drewnianego kota. Jak to niewiele czasami człowiekowi do szczęścia potrzeba...
Rozpadało się. To niebo płacze po moim nałogu – śmieję się. Wracam dziarsko w deszczu do ośrodka całe 5 kilometrów. Nie mam parasolki, mam za to Palacza pod pachą. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Nawet coś tam sobie pod nosem śpiewam. Taki kot musi przynieść mi szczęście. Śpiewam więc „Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba...” i prawie zapominam o paleniu. Ale tylko prawie...
W nocy śnią mi się koszmary.
Dzień trzeci
Nalepiam plaster. Idę na śniadanie. Pada i czuję się kiepsko. Nogi mnie bolą od tego wczorajszego „niedoszłego” łażenia po fajki. W sumie przecież zrobiłam ponad 10 kilometrów! Rzucanie nałogu jest ciężkie. Dzisiaj tak pada, że na pewno nie mam ochoty znów iść do miasta po papierosy. Jakoś się przemęczę, w końcu to już trzeci dzień. Nigdy tyle nie paliłam. Nawet jak miałam anginę albo byłam w szpitalu! Skończyłam pierwszą książkę. Dobrze, że przygotowałam sobie spory zapas. W nocy znów mam koszmary. Budzę się zlana potem i spoglądam na kota. Dam radę. Dam radę – powtarzam w myślach. A może na głos?
Czwarty dzień
Budzi mnie kaszel. Uporczywy i ciągły. Mam wrażenie, że odczepiło mi się coś w płucach i lepko oblepia przełyk. Wiem, że to nikotyna. Czuję ją na języku.
Nowość: Dzisiaj mam wrażenie, że czuję zapach igieł sosnowych przed domkiem. Czuję las. I w ogóle mój nos wyłapuje jeszcze milion innych nowych zapachów. Obiad na stołówce też jakby smakuje lepiej. Marchewka jest słodka, a groszek rozgotowany. Ziemniaki niedosolone. Czuję smaki i zapachy. Pewnie tylko w minimalnym stopniu, ale i tak było warto. Biegnę po południu do nadjeziornej ciastkarni. Czy karpatka nadal ma smak jak w dzieciństwie? Krem rozpływał się w ustach. Może trochę za dużo było w tej karpatce wanilii, ale ucieszyłam się, że ją w ogóle czuję. Przez lata te dwa zmysły smaku i węchu absolutnie mi się stępiły.
Papierosy zabijają wszystkie subtelności i smakują tylko sobą. Są tak egoistyczne, jak każdy nałóg. Nie tak łatwo się z niego wyzwolić. Wiem, że to może banalne, ale bardzo ucieszyłam się z tego nowego wynalazku jaki odkryłam. Nos i język – dwaj przyjaciele. Chętnie bym chciała, żeby zagościli w moim życiu na dłużej.
Piąty dzień
Czuję, że już mi lepiej. Plastry lepię na udach. Na ramionach za bardzo szczypią. Powoli nerwowość ustępuje satysfakcji. Wiem, to właściwie żaden sukces. Dla mnie jednak to ogromny. No i jestem z tym sama. Nikt mi nie pomaga. Czuję dumę. Dzisiaj znów idę na karpatkę. Wiem wprawdzie, że przy rzucaniu palenia strasznie się tyje, ale... Widziałam jak kończyła z fajkami moja szefowa. Zrobiła się z niej „herszt-baba”. Wciąż coś jadła. Teraz znów pali, ale wagi nie zrzuciła. 120 kg szaleństwa w oczach z cieniutkim papieroskiem przy ustach. Wygląda z tym cieniaskiem przekomicznie i absolutnie niekobieco, choć chyba o to jej chodzi. Ostatni kęs karpatki smakował mi jakby mniej... Muszę uważać.
Na szczęście nie mam problemu z rękoma. Po prostu czytam. Nie cierpię ani słoneczniku ani pestek z dyni. Strasznie tym można naśmiecić i ciągle ma się ich kawałki na zębach. Głupio to wygląda przy szerokim uśmiechu. Pestką dyniowym mówimy zdecydowane nie. Wolę jednak karpatkę - dochodzę do wniosku przed snem, kiedy wrzuciłam już do śmieci piąty w moim życiu plaster wspomagający rzucanie palenia.
Szósty dzień
Tuż po śniadaniu maszeruję 5 kilometrów do miasta po... kolejną paczkę plastrów. Po tylu dniach przecież już nie wymięknę!
Po południu decyduję się na pierwsze piwo. Zawsze z alkoholem łączył się przecież fajki. Nie chciałam więc ryzykować osłabienia i tak już marnej „silnej” woli. Piję jakieś obrzydliwe piwko dla kobiet. Wybrałam smakowe, żeby mnie nie kusiło wypić kolejnego. To taka nagroda i kara zarazem. Smakuje podle, ale jest alkoholem...
Coś czuję, że i alkohol na razie pójdzie w odstawkę. Na pewno moja noga nie przestąpi pubu czy baru przez dłuższy czas. Taka ilość stężonego dymu w jednym miejscu mogłaby mnie zabić. A nie oszukujmy się, w Polsce nie ma prawdziwych lokali dla niepalących. No może jest ich z dziesięć. Z czego żaden w mojej miejscowości nie ma filii.
Reszta wakacji
Urlop przebiegał mi spokojnie. Nauczyłam się wytrzymywać z neurotycznymi skłonnościami. Dużo spacerów i książek. Zero pokusy fajkowej. Szerokim łukiem omijałam knajpki i dyskoteki. Wciąż w ustach czułam jakiś smołowaty smak. Taki metaliczny, niesmaczny. Całe dwa tygodnie przekaszlałam. Wypluwam cały ten syf z ostatnich 9 lat – pocieszam się.
Bilans wakacji:
- zużyte 2 paczki plastrów,
- zakup jednego drewnianego kota,
- wypicie 5 podłych piw,
- jedzenie 1 pysznej karpatki dziennie,
- przeczytanie 4 zaległych książek,
- strach przed wyprawą do baru,
- świeży oddech,
- nowe smaki i zapachy (w tym ulubiona marchewka na gęsto).
Po powrocie z wakacji, czyli po 2 tygodniach przykleiłam niższy stopień plastra. Mniejsze stężenie, mniej nikotyny. Wiem, że to brawura. Wydaje mi się, że jestem silniejsza. W końcu 2 tygodnie abstynencji robią swoje. Nie każdy chyba tak ma. Rzucać trzeba zgodnie z własnym sumieniem.
Zakończenie:
Rzucanie palenia wcale nie jest fajne. Ani przyjemne! W przeciwieństwie do samego palenia. Rozumiem, że nie każdy ma możliwość wyjazdu samemu nad jezioro i rozkoszowaniem się w samotności lekturą. Dobrze jest jednak, dla własnego zdrowia, postępować zgodnie z sumieniem. Jeśli czujesz, że masz dość, to spróbuj nie palić. Jeśli nie, to pal, aż wyplujesz płuca. Na zdrowie. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Sukces?
Laptopa kupiłam już po pół roku od rzucenia fajek. Chyba jednak oszukiwałam się z tym ile wydaję na papierosy. To na nim mogłam napisać ten pamiętnik!
Porażka?
Straciłam kilku fajnych znajomych. Trochę urwał mi się z nimi kontakt, kiedy już tak chętnie nie spotykam się z nimi po knajpach. Liczyłam się z tym. Ale może oni wcale nie byli tacy fajni? Smutne, że niestety naszą znajomość zakończyły fajki, a raczej ich brak w moim życiu. Warto o tym pamiętać decydując się na rzucanie.
Bilans
Po 4 latach od tamtych wydarzeń nadal nie palę. Nie dotknęłam papierosa. Uważam jednak, że nie mam silnej woli. Nałogowiec zawsze pozostanie uzależniony. Nie wierzę, że jak zapale jednego tylko, to po drugiego nie sięgnę. Całe życie będę abstynentem. Inaczej będę musiała spalić Palacza, mojego drewnianego kota.
Znajomi śmieją się, że jestem klasycznym przykładem neofitki: nienawidzę palaczy. Najlepiej gdyby zniknęli z planety razem ze swoim śmierdzącym nałogiem. To przez nich rzadziej chodzę do pubu czy knajpki. Nie chcę śmierdzieć razem z nimi. Duszą mnie ich papierosy. Bo to teraz ICH nałóg, a nie MÓJ.
Pachnę, czuję, smakuję. Nie przytyłam. Z alkoholu wybieram dobre wino. Można wypić w domu z ukochanym facetem, zamiast wędzić się w pubie z fajkami. Czekam na ustawę zakazująca palenia w restauracjach i knajpach. Odkąd rzuciłam palenie czuję się dyskryminowana w tym kraju. Trudno znaleźć miejsce byłemu palaczowi w nocnym klubie. Dlatego wolę domówki. Na moich imprezach jest zakaz palenia. Czuję się zdrowo. A tak naprawdę chyba o to mi chodziło. A tobie? Komuś jeszcze się udało? Dajcie znać. Chętnie przeczytam.
Przeczytaj również:
- Rzucanie palenia - test: sprawdź, jak bardzo jesteś uzależniony/a.
Komentarze do artykułu:
Autor: zizi , Data wysłania: 2009-11-17
Ech, tylko pozazdrościć. Mnie się nie udało rzucić, ale chyba znów spróbuję. W tekście jest kilka patentów godnych przetestowania. Chyba dotąd mi się skutecznie nie udało, bo po prostu nie wyemigrowałem na Księżyc, żeby tam nie mieć co palić. Ale jeziorko, wypoczynek... To może być argument dla mojej żonki, by mnie puściła samego żebym chociaż spróbował. Muszę jej podesłać ten tekst. A autorce - WIELKIE DZIĘKI! :-) I SZACUNEK
Autor: dfm , Data wysłania: 2010-02-19
"rzuciłem palenie", tylko po co? teraz palę w kiblu i okłamuję całą rodzinę, a mogłem sobie siedzieć przed telewizorem...
Autor: Kick-Boxer , Data wysłania: 2010-03-02
brawo !
podziwiam autorkę tego tekstu ..
ale w Bilansie się mylisz ;)
,,nie mam silnej woli''
wręcz przeciwnie jak byś nie miała silnej woli to byś nie napisała tak ciekawej refleksji o swoim nałogu tylko siedziała z papierosem w ręce ...
wg. mnie mało kto ma taka silna wole jak ty ..
i dobrze że są jeszcze tacy ludzie co starają się zmotywować innych do rzucenia
tego pierońskiego nałogu ;)
jeszcze raz pozdrawiam i Gratuluje Sukcesu
Autor: makaweli , Data wysłania: 2010-03-02
Gratulacje, naprawde podziwiam, sam jeszcze nie podejmowałem się rzucenia nałogu, jestem sceptycznie nastawiony, nie wierze w siębie, ale napewno spróbuje. podziwiam i gratuluje sukcesu
Autor: ismena , Data wysłania: 2010-03-03
Gratuluję!!! Dziewczyno, ależ z ciebie szczęściara! Dziękuję, że mogłam przeczytać tak mądry tekst. Może i ja się zawezmę, bo już płucami pluję:))
Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję....!!!!
Autor: nicram , Data wysłania: 2010-03-04
Ja też próbowałem kilka razy. Raz nie paliłem 9 miesięcy ale jedna impreza to zepsuła. Palę od 8 lat ok 3/4 paczki dziennie. Ostatnio próbowałem rzucić z gumami (popularne ale nie podam nazwy) ale po każdej gumie mi się tak chciało palić, że wypalałem dwa. Ale po przeczytaniu tego tekstu chyba się jeszcze raz zmobilizuję.
Autor: Ula , Data wysłania: 2010-03-06
Witam. Ja palilam przez 24 lata. Ostatniego papierosa mialam w ustach 15.10.2009r. Wiem ze to jeszcze nic, ale jestem dumna z siebie ze mam papierosy w domu i mimo wszystko NIE PALE.
Autor: timoti84 , Data wysłania: 2010-03-08
Witam! Zacząłem palić w wieku 17 lat!! Wcześnie... możliwe! Paliłem 8 lat... po czym postanowiłem rzucić!!!! Nie pale rok czasu!! Najlepsze jest w tym to, że pracuje z ludźmi, którzy palą, znajomych mam także z tym nałogiem!!! Często chodzę z nimi do klubów, pije z nimi piwka, palą przy mnie i mnie to nie rusza!!! Jestem w związku z dziewczyną, która pali i cały czas jestem wolny od nałogu!!! Wcale nie trzeba separować się od znajomych z nałogiem!! Chciałem rzucić i udało mi się... bez żadnych gum do ssania, plastrów!!! Trzeba po prostu chcieć i wierzyć, że się rzuci PALENIE;-). Udanego wyjścia z nałogu!!!
Autor: gabi22 , Data wysłania: 2010-03-14
"Chciałem rzucić i udało mi się... bez żadnych gum do ssania, plastrów!!! Trzeba po prostu chcieć i wierzyć, że się rzuci PALENIE;-). Udanego wyjścia z nałogu!!!"
Brawo! Brat mojego chlopaka tez tak rzucał... palil czerwone mocne po 2 paczki dziennie, nie pali juz 2 lata. A zaczal jako mały gowniarz z podstawowki...
Udalo mu sie bez plastrow i gum - sama silna wola!
Niestety, kazdy z nas jest inny, i to ze jeden rzuci bez "chemicznej pomocy" tak 2 czy trzeci musi skorzystac z medycznej pomocy...
Kasiu, gratulacje :)
Z tym kotem - palaczem - to jest super swietny pomysl... zal bylo by go spalic, i wydaje mi sie ze on tez Cie pilnowal - bo takie w sumie bylo jego zadanie :)
Jestem ciekawa czy kiedys sie przelamiesz pomimo smrodu w knajpach i pubach i wypijesz obok palacego piwo, moze dwa... i czy sie nie zlamiesz?
taki sam test dla siebie...
Autor: marcin123 , Data wysłania: 2010-03-21
Kurcze tekst jest super;)
dwa razy chcialem żucic palenie ale sie nieudało niestety;( ale musze zucic za duzo kasy na to idzie a pozatym zapach ubran poraszka;( pale 7lat i nie mam odwagi powiedzieć dość.
Autor: aneskaz , Data wysłania: 2010-03-27
Hey, fajnie że łatwo taki Ci poszło z tym nałogiem, aż chyba coś za szybko.... ja nie palę już około 2 miesięcy a wciąż źle się czuję, nie mam apetytu, stale boli mnie głowa, faktem jest to że papierosy już mi śmierdzą.
Autor: gosia1984 , Data wysłania: 2010-04-04
hej zajebiscie ze ci sie udalo ja probowalam nie palilam 2 dni ale sie strasznie denerwowlam ja na drugi dzien mialam straszny kaszel z slina nie wytrzymalam i znowu pale chcem jeszcze raz sprobowac a plajsty gzie mozna kupic gratulacje dla ciebie
Autor: roman , Data wysłania: 2010-04-10
super kasiu , jestem twoim fanem , paliłem czterdzieści lat , a od jakiegoś czasu 60 papierosów dziennie .już od trzech miesięcy nie pale .troche przytyłem , ale spoko idzie lato , basen ,rower itp.na początku wciągałem do płuc nicorette , ale o dziwo już po dwóch tygodniach odstawiłem i nie mam potrzeby , wręcz przeciwnie duszę się jak próbuje się sztachnąć.nie ukrywam czasami się męczę ,jeśli zaczne to umre z papierosem w ustach.uwieżcie mi to siedzi w głowie , a płuca można sobie podporządkować . pozdrawiam redakcje i wszystkich wytrwałych .
Autor: Piotrek , Data wysłania: 2010-04-18
witam ja mam 43 lata nie pale juz 6 lat i jestem z siebie dumny
Autor: madziak32 , Data wysłania: 2010-04-26
Dziś mój piaty dzień bez papierocha :D wiem , że to nie dużo , ale jak dla mnie to prawdziwy wyczyn :DDDD Paliłam 2 paki dziennie od 16 lat , a mam dopiero 33 ( masakra ) ale teraz już wiem , że koniec z tym świństwem . Świetny pamietnik , a zakup Palacza uważam za rewelacyjny pomysł :)
Autor: robert , Data wysłania: 2010-05-09
Zaczalem palic, jak mialem 7 (!)lat.Spalilismy z kumplem moze z 10 paapierosow marki "Sport" ( smierdzace ohydne fajki bez filtra) i to bylo na tyle, bo nas nakryl sasiad -11 lat przerwy w nalogu. Ale jak skonczylo sie te 18-tke i "mozna " bylo wszystko, to zaczalem palic znowu. Palilem 15 lat- wszystko, co sie dalo: Klubowe, Caro, pozniej Marlboro, skrety.Probowalem bezskutecznie rzucac 4 razy.Najdluzej dalem rade 3 miesiace.Dopiero jak sie pojawil syn i zauwazylem, ze to nie fair zatruwac dziecko, postanowilem , ze tym razem skoncze.
I udalo sie, ale nie pytajcie, jak cierpialem.
Od tej pory nie siegnalem po zadnego papierosa, bo wiem, ze wrocilbym do nalogu. Uzaleznienie od nikotyny jest straszne.
Autor: madziak32 , Data wysłania: 2010-05-14
To znowu ja :) nawet nie wiem czy ktoś tu zagląda , nie palę już 23 dni ;D
Autor: kasia_2178 , Data wysłania: 2010-05-23
ohh zazdrościć...
ja mam 13 lat i pale od 4 lat nie mam pojęcia jak z tym skączyć??
początkowo gdy próbowałam rzucić wytrzymywałam 3-4 dni a teraz nie ma mowy choć o jednym dniu..
palenie uświadomiło mi że wcale nie jestem dzieckiem matka jeż sie pokapowała że pale ale tylko raz i zaczeła mnie opieprzać
musze z tym skończyć raz na zawsze bo i nauczyciele w szkole wiedzą jeszcze troche i będe miała poważne kłopoty ;(
Autor: mirko-33 , Data wysłania: 2010-06-08
Witam przeciwników palenia ja rzuciłem palenie 9 lat temu, a było tak miałem kaszel i po papierosach mnie dusiło,lecz po chwili jak nie kasłałem to sobie zapaliłem. Ale przyszedł moment iż tak mnie dusiło ale musialem zapalić jak zacząłem się zaciągać to nawet flegma dusiła. W końcu powiedziałem sobie albo ja albo nikotyna,choć papierosy sie skończyły do kiosku miałem 10 kroków ale jak pomyślałem o duszweniu pap. to powoedziałem dość odwróciłem sie od kiosku a jak koledzy palili to uciekałem od nich. po tyg. miałem możliwość wypić kieliszka i przy tym zakurzyć sobie to siadłem na swych rękach aby nie brać papierosa choć mnie korciło nie wziołęm do ust powiedziałem ze złością aby mi dali spokój i przy silnej woli już nie palę choć żona pali niedużo ale na nią warczę i otwieram okna na rozciez aby dym wychodził na zewnatrz. Teraz nawet przy kieliszku mnie nie ciagnie,kiedyś spróbowałem ale jak mnie zaczęło dusić tak zaraz zgasiłem. Tak że kochani jeśli macie silną wolę rzućcie od razu nie na raty to nic nie da, tylko od razu i nie ma powrotu pozdrawiam Mirek z Zakopanego
Autor: jamaica , Data wysłania: 2010-06-23
Witam!
Na swoim przykładzie mogę szczerze powiedzieć, że w tekście jest kilka prawd. Po pierwsze ludzie to straszne liczykrupy i nic na nich tak nie działa jak pokazanie im kosztów, straconych pieniędzy. Po drugie najgorsze są pierwsze dwa tygodnie potem jest coraz lżej. Po trzecie - palacza zawsze będzie ciągnęło do papierosa - tylko jednego zapalę.....a potem "kolejnego" tylko jednego itd.
Palę jakieś 7 lat. Udało mi się rzucić na 5 miesięcy. Chciałam iść do szkoły podyplomowej - zaocznej. Nie potrzebowałam plastrów, miałam zawsze zapas gum do żucia, słonecznika, cukierków miętowych czy paluszków. Z dniem 1 października zapaliłam wtedy ostatniego papierosa, a potem zapaliłam tylko jednego - potem "kolejnego". Było trochę problemów ale nie usprawiedliwiam się. Moja waga poszła do góry - do dziś dnia mimo palenia nie zrzuciłam nabytych kilogramów. Dla wielu osób 5 miesięcy to NIC. Dla mnie każdy dzień był sukcesem i zaoszczędzeniem 8 zł. Palacz wie o co chodzi. Dziś żałuję... Gratuję sukcesu
Autor: Uwar , Data wysłania: 2010-07-03
Prawdopodobnie ten wpis zostanie skrytykowany. W tym co napisała Kasia jest dużo prawdy. Bardzo trafne są opisy zespołu odstawienia papierosów. Celowo napisałem papierosów, a nie nikotyny, ponieważ dla kogoś kto pali zwłaszcza długo papieros jest czymś więcej jak tylko używką. Palenie to doskonały sposób do nawiązywania znajomości, czy wręcz element własnej kultury. Sądzę, że nie wszyscy palacze tak mają często można spotkać osoby, które palą, mimo iż mają zajęte ręce, bo np. malują ścianę. Takiej postawy nie rozumiem i jest mi ona obca. Nie mniej jednak nie krytykuje jej, bo uważam, że nie można krytykować czegoś tylko dlatego, że się tego nie rozumie. Papierosy są formą relaksu, oderwania od zmartwień, otwarcia umysłu.
Wbrew pozorom, rzucanie palenia nie jest takie trudne. Kasia zastosowała dwa, moim zdaniem, najważniejsze klucze do rzucenia palenia. Pierwsze, to zmiana otoczenia (wakacje, urlop, zmiana pracy, itp. = zmiana), a drugie to symbol w niepalenia (np. drewniany kot, ostatnia paczka papierosów, której postanawia się nigdy nie otworzyć). Jest jednak coś ważniejszego. Trzeba podjąć decyzję, że naprawdę chce się rzucić palenie. Decyzja te nie powinna być oparta, na panującej modzie na niepalenie czy społecznej nagonce na palaczy (niestety w znacznej mierze tworzonej przez neofitów, ociekających hipokryzją).
Co do palenia w lokalach to moje zdanie jest takie, że zakaz palenia jest kompletnie bez sensu. Lokale mogą być dla palących i niepalących, nie ma tutaj żadnego konfliktu. To głównie od ludzi zależy to czego oczekują, a wolny rynek dostosuje się do potrzeb. Ponadto każdy ma prawo wyboru i na tym polega wolność.
Palacze często sami tworzą złą opinię o swojej grupie społecznej, rzucając niedopałki gdzie popadnie, dmuchając dymem innym pod nosem, paląc przy dzieciach, czy łamiąc zakazy palenia (wyznaczenie miejsca dla palaczy, zwykle rozwiązuje problem).
Dlaczego ludzie mają problem z paleniem? Czy zastanawiał się, kiedyś, ktoś z was nad tym? Dlaczego niemal każdy, pije alkohol, a tylko nieliczni są alkoholikami? A wobec tego, dlaczego, tylko nieliczni palący nie są nałogowymi palaczami. Odpowiedź na to jest dość prosta - brak kultury palenia. Wizerunek palacza, który sięga po papierosa raz na jakiś czas, nie istnieje. Są tacy ludzie i zwykle dbają o to, aby akt ten nie był uciążliwy dla innych. To jest jedyny, w mojej ocenie, sposób rozwiązania problemu palenia papierosów. Metoda kija i bata nigdzie i nigdy się nie sprawdziła (patrz skutki prohibicji).
Życzę wszystkim, podejmowania decyzji, których nie będą żałowali.
Autor: Andrzej1975 , Data wysłania: 2010-07-13
Witam
Zacząłem palić w wieku ok. 21 lat w dwa lata od rozpoczęcia pracy zawodowej. Zatrudniła się paląca koleżanka, później kolejny kolega palacz. Któregoś dnia powiedział "masz spróbuj" i tak się zaczęło. Lubiłem palić, poranna kawka z papierosem, rozmowy przy fajeczce, ciężko popracować a w przerwie zajarać i sie zrelaksować, to emocje, które kazdy palacz zna i wiemy, że nie sama nikotyna nas uzależnia. Pomijam minus ekonomiczny, u mnie zawsze byłu kłopoty z krtanią, cholerne infekcje, podczas których też sie paliło i jeszce bardziej sie wszystko zaogniało. Wtedy przychodziła myśl o rzuceniu. Czasem też strach przed rakiem. Pierwszy raz rzuciłem po jednej imprezie firmowej tzw. "bez żon". Popijawa była ostra. ledwo wróciłem do domu. Namieszałem alkoholu, napaliłem się "jak bąk". Rano wstałem na piekeilnym kacu. Minął dzionek bez jedzenia i palenia bo okropnie mdliło. Ten stan złego samopoczucia spowodował, że po ok. 10 latach rzuciłem. Dokładnych dat nie przytoczę, bo nigdy nie planowałem napisac opowiadania o rzuceniu palenia. Zadnych plastrów, gum, poprostu bodzieć psychiczny, powiedziałbym "zmeczenie materiału". Niestety po ok. 2-3 latach na skutek róznych niekorzystnych spraw, obciążeń psychicznych zaczęły nachodzić myśli- "ech... kupię fajki i zapalę ", w pracy daj zapalic bo nie wytrzymam, tylko jednego... No i po tygodniu kupowałem papierosy normalnie- paczka dziennie. Chowanie się przed żoną itd. Znowu zaczęły się problemy z drogami oddechowymi. Nie będe się juz rozpisywał. Na początku roku Allegro na pierwszej stronie zaczęło zachęcać do E-papierosa. Jestem Allegrowiczem więc nie mogłem nie zauważyć. W lutym tego roku, skierowałem się na "tymczasowe forum epapierosa" czy cos podobnego. Ktos tam napisał, że to forum jest jak grupa terapeutyczna. Po kilku dniach wieczornego poczytywania zamówiłem e-fajka. Jak przyjechał do mnie do firmy i go wyciagałem z paczki to mi sie łapy trzęsły. Mam koleżankę w pracy, bardzo fajna dziewczyna, zawsze przeszkadzało jej palenie, Wiecie tez bym wolał nie chuchać fajnej dziewczynie, to tez i to miało niebagatelny wpływ na całość. Zacząłem palić e-papierosa. Pierwsze wrażenie:
ciężej się zaciągnać, tak jak się żartuje o superlightach, że żylaków szyi sie dostanie, tu podobnie. Brak dymu przy nie zaciąganiu się, większa masa, jakos tak dziwnie było, ale po kilku dniach zacząłem go opanowywać i powoli sie przyzwyczajać. Przedewszystkim wziąłem do serca słowa "grupy terapeutycznej", że należy e-papierosa potraktowac jak bysmy zmieniali marke fajki, to bardzo mi pomogło. Paliłem e-fajka ok. tygodnia i.....? I mi sie "spierdolił" Przepraszam za słowo ale kląłem jak dziki. Miałem proBlem, papierosa nie mogłem zainicjować, nie chciałem tez wracać do analogów, nie miałem zapasowego, zanim zamówię minie duuuużo jak dla palacza czasu. I wtedy powiedziałem sobie, że zasmarkany papieros nie będzie rządził moim życiem. Kochani od 8 marca nie palę. Piję sobie teraz piwko i powiem, że fajnie by się zajarało i powiem więcej, jak będę starym ramolem, którego walic będzie zdrowie, ciułanie czy fajna koleżanka w pracy to se będe jarał, ale teraz nie palę i zachęcam innych. Kupiłem sobie samochód na raty, trzylatka za 35 tys. 5% pierwszej wpłaty reszta na raty po 577zł miesięcznie. Faktycznie płacę 277zł raty bo do tej pory przepalałem trzy stówy.
Pozdrawiam
Andrzej
Autor: szybki , Data wysłania: 2010-07-14
Witam serdecznie. paliłem ponad 3 lata, może to nie jest długo ale ważne jest to co ja czułem... uzależnienie było już silne i bez papierosa nie mogłem wytrzymać, zawsze musiałem go mieć. Miałem dużo prób rzucenia na metoda "silnej woli" nie paliłem 3 tyg., 2 miesiące... ale ciągle wracałem. teraz nie pale już ok 1.5 roku i na początku pozbywania się nałogu cieszyłem się życiem i nie ciągneło mnie do tego by zapalić...taki stan świadomości wzbudziła we mnie książka Allana Carra "Łatwy sposób na rzucenie palenia", która pokazuje dlaczego człowiek pali. Najważniejsza sprawa to chęć pozbycia się nałogu, odpowiedzieć sobie na pytanie "Dlaczego pale?", sięgnąć po książkę i podczas czytania palić więcej niż dotychczas... jeśli, któraś sprawa nie będzie należycie wykonana poważnie to nie ma co sięgać po książkę. Jeśli Ktoś potrzebuje konsekwentnie wykorzystać książkę to proszę pisać na maila maciekszybki@wp.pl Pozdrawiam serdecznie. powodzenia
Autor: Victoria , Data wysłania: 2010-07-27
Witam,
Palę już 13lat, a mam dopiero 26;/ nie ma się czym chwalić;/ ostatnio postanowiłam sobie,że rzucam palenie... Niestety wytrzymałam tylko do 14-stej:( tak mnie nosiło, że nie mogłam sobie miejsca w pracy znaleźć, i najchętniej kopnęła bym kogoś zdrowo:( udało mi się rzucić kiedyś na 9 miesięcy, ale co z tego jak zaczęłam znowu popalać. Najpierw jeden a później... sami wiecie... Dla niektórych rzucenie palenia jest prostą sprawą,dla niektórych to szkoła przetrwania... Właściwie od jakiegoś czasu zaczęłam się poważnie zastanawiać "jak rzucić palenie" mam nadzieję, że w końcu mi się to uda:) Pozdrawiam wszystkich którym się to udało i tym którzy jeszcze walczą bądź będą walczyć. Trzymam kciuki za Was i za Siebie:)
Autor: agaaa , Data wysłania: 2010-08-01
no dziewczyno gratuluje....mam dopiero 19 lat i pale nałogowo od 3.... próbowałam rzucić i jedynie skonczyło sie na zbędnych kilogramach i ciągłym myśleniu o fajce... na niczym nie mogłam sie skupić... nie jestem w stanie rzucić z własnej woli bez zadnych wspomagaczy ale...po tym artykule kupie jakieś srodki chemiczne:):) dlaczego miałabym nie spróbować?? może tez mi sie uda?? odezwe sie jak przyniesą pozytywny rezultat:):) szacunek
Autor: Bella , Data wysłania: 2010-08-04
Witam! Pale od 6 lat.. udało mi się rzucić palenie w zeszłym roku, ale tylko na 2 miesiące.. nie potrafię sobie radzić z nałogiem i dlatego się mu poddaje... przez ten straszny czas wmawiałam sobie, ze nie będzie mną rządził jakiś nałóg, ale niestety to nie poskutkowało.. zapaliłam jednego potem drugiego i tak pale znowu :( Może ktoś zna jakiś skuteczny sposób na rzucenie tego śmierdzącego nałogu?
